sobota, 14 czerwca 2014

Ogłoszenie

W związku z wakacjami zawieszam bloga na czas nieokreślony. Wiem, że to dziwne, ale w wakacje nie będę miała czasu na pisanie postów. Już teraz nie dodaję ich na czas. Przepraszam wszystkich, którzy czytali mojego bloga. Serdeczne pozdro dla Agaty, której ten blog nie za bardzo się podobał i Emilki, od której zaczęło się blogowanie. Nie jestem pewna czy zacznę we wrześniu. Przepraszam.
Angie<3

wtorek, 3 czerwca 2014

Rozdział 9

Byłam zła, wręcz wściekła. Czy on myśli, że jak tu przyjdzie to mu wybaczę? Myli się i to bardzo. Jedna łza spłynęła po moim poliku. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Zobaczyłam w oczach Harry'ego złość. Podobnie było u mnie i do tego jeszcze łzy. Wyszedł trzaskając drzwiami, a ja osunęłam się po nich. Niestety, nie potrafiłam mu wybaczyć. Wyjęłam z plecaka żyletkę i zaczęłam się okaleczać. Moja ręka praktycznie cała była we krwi wraz z bandażem. Weszłam do łazienki i nałożyłam nowy. Gdy z niej wychodziłam zauważyłam panią Blood, więc naciągnęłam rękawy bluzy.
- Tutaj jesteś, wszędzie cię szukałam. Przyszła rodzina, która chciałaby cię adoptować, więc proszę zachowuj się grzecznie.
Zeszłam z nią do gabinetu. Siedziała tam kobieta około 35 lat, a obok mężczyzna z chłopcem na rękach. Wyglądali na 40 lat i 2 lata. Stanęłam przy drzwiach, a opiekunka do nich podeszła i coś powiedziała. Kobieta natychmiast się odwróciła i do mnie podbiegła. Przytuliła mnie mocno co odwzajemniłam, bo lubię się tulić. Odsunęła się ode mnie i popatrzyła w moje oczy.
- Dziękujemy pani bardzo. Właśnie takiej dziewczyny szukaliśmy - powiedziała kobieta uśmiechając się do mnie. Podeszła do biurka i coś podpisała, zaraz za nią ten mężczyzna. Chłopczyk podbiegł i przytulił się do mojej nogi. Wzięłam go na ręce i odwzajemniłam uścisk. Tryskała od niego pozytywna energia. Był przesłodki i miał ogromne zielone oczy. Bardzo przypominały mi te Harry'ego. Nie mogę o nim teraz myśleć!!!!!!!!!!!!! Poszłam do pokoju, a za mną nowa rodzinka. Na szczęście nie zdążyłam się jeszcze wypakować.  Des , bo tak miał na imię mój tata, wziął walizkę i plecak. Ja zabrałam tylko słuchawki i telefon. Wyszliśmy z Domu Dziecka żegnając się z panią Blood, która najwyraźniej była zadowolona, że wyjeżdżam, chociaż tak naprawdę nigdy nie rozmawiałyśmy. Wsiedliśmy do Range Rover'a i odjechaliśmy. Cały czas rozmawiałam z tą rodziną. Byli bardzo mili, a chłopiec ciągle się od mnie przytulał. Pokochałam ich od razu. Po 10 minutach dojechaliśmy do budynku naprzeciw szkoły. Weszliśmy do domu. W przedpokoju siedziała dziewczyna była ubrana w szorty i stanik sportowy, chyba szła pobiegać. Miałam wrażenie, że skądś ją znam. Przez chwilę popatrzyła mi w oczy, a potem wyszła z domu. Nie miałam zamiaru się nią przejmować, więc po prostu szłam za chłopcem ,który jak się dowiedziałam miał na imię Mick i zamierzał zaprowadzić mnie do pokoju. Nie szło mu to za dobrze przez co musieliśmy zejść na dół do taty, bo mam poszła do pracy. W salonie usłyszałam głos Harry'ego. Rozmawiał z moim tatą? Ej, co się tu dzieje? Skąd on zna ojca? Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi. Weszliśmy do kuchni i Harry na szczęście siedział tyłem.
- Cześć. Mick się trochę zgubił i nie pamięta gdzie jest mój pokój. Może ty mnie zaprowadzisz?
Harry odwrócił się w moją stronę.
- A więc ty jesteś moją nową "siostrzyczką". Ojciec mówił mi, że kogoś zaadoptowali, ale nie wiedziałem, że o ciebie chodzi. Spoko, nie martw się, zaopiekuję się tobą w szkole.
Nie mogłam uwierzyć Harry jest moim bratem. Nie mam zamiaru z nim żyć. Przez niego straciłam nadzieję. Powoli się wycofywałam, a on wstawał.
- Czemu mi to robisz? Wiesz, że nie chcę mieć kontaktu z żadnym z was. Wszyscy mnie okłamywaliście. - mówił cały czas się cofając, a on szedł w moją stronę - Nie możesz zrozumieć, że ja was nienawidzę? Jedyną osobą, której mogę wybaczyć jest Niall, ale on i tak się o to nie stara. Proszę cię przekaż Zayn'owi, że jest sukinsynem, który nawet nie potrafi przyznać się do siostry. Jest takim tchórzem jak ty. Oboje jesteście siebie warci. Zastanów się czy jeszcze mnie kochasz, bo mnie się wydaje, że jednak nie. Postawiłam Mick'a na ziemi  i uciekłam do łazienki. Osunęłam się po ścianie i zaczęłam płakać. Nienawidzę ich, szczerze ich nienawidzę. Usłyszałam płacz Mick'a, więc szybko wstałam i udałam się do pokoju skąd dobiegały te odgłosy. Przy biurku. stał Harry, a obok niego chłopiec. Loczek bił go i krzyczał, że jeżeli komuś powie to go zabije. Zaraz za mną do pokoju weszła moja siostra, która nie wiem jak tak szybko się tu znalazła. Powiedziałam jej na ucho, że ona zabiera chłopca, a ja "rozmawiam" z Harry'm. Po chwili już ich nie było. Podeszłam do lokersa i strzeliłam mu z liścia, potem w krocze,a  na konie pięścią w brzuch. Przypomniałam sobie scenę jak on bił małego i od razu krew się we mnie zagotowała. Mimo, iż Harry już leżał postanowiłam podwoić jego cierpienie i ból. Kopnęłam go z całej siły w brzuch i walnęłam pięścią w twarz. Niestety, ale będzie miała wielkie limo pod okiem. Wyszłam z pokoju odprowadzona jękami chłopaka. Nie było mi go żąl i nie miałam wyrzutów sumienia. Weszłam do kuchni gdzie Emily - moja siostra - bawiła się z uspokojonym Mick'iem.
- Gdyby nie ty Harry nigdy by nie przestał. robił to już wile razy, ale nigdy nie dawałam mu rady. Niestety nie mam tyle sił co ty. Na szczęście zostajesz tu i nigdy więcej się to nie powtórzy. - powiedziała dziewczyna pięknie uśmiechając się do mnie.
- Jestem do usług. Mam pytanie, czy ty chodzisz do klasa pana Wolf? Bo jeżeli tak to fajne bo jesteś tylko rok starsza ode mnie i będziemy się dobrze dogadywać. Mam jeszcze drugie pytanie, czy państwo Hope pozwoliło cię się tak farbować? - pytałam
- Tak, chodzę do klasy pana Wolf. Tak, pozwolili mi się tak farbować i chętnie ci pomogę to zrobić.
Gdy to powiedziała Harry zszedł po schodach. Niemożliwe, żeby limo zrobiło się tak szybko i takie wielkie. Chociaż jestem zadowolona ze swojego dzieła. Należało mu się. Nikt, ale to nikt nie dotknie mojego brata. Tym bardziej jeżeli jest to jego brat, który jest brutalem.
Harry szybko wyszedł trzaskając drzwiami. Był taki zdenerwowany, że aż cały dom się zatrząsł i szyba się roztrzaskała.
- Jaki dzisiaj dzień tygodnia? - spytała Emily, a w jej oczach można było dostrzec strach? Co jest grane?
- Wtorek, a co?
- No to mamy przesrane. Nie zdążymy się już schować. Ojciec będzie podwójnie wkurwiony. Dobra, nie ma co. Wszyscy wchodzimy do łazienki i barykadujemy drzwi. Mick'a chowamy dodatkowo do szafki - coraz szybciej mówiła Emily biorąc chłopca na ręce. Otworzyłam drzwi i wparowaliśmy do pomieszczenia. Szybko zabarykadowaliśmy drzwi i schowaliśmy chłopca. Z nadzieją, że nas nie znajdzie usiadłyśmy na kafelkach. Ja dalej nie wiedziałam dlaczego to robimy. Nagle drzwi do domu otworzyły się z wielkim hukiem.
*********************************************************************************
Eloszki! Bardzo przepraszam za takie zaległości, ale jest dużo nauki i dodatkowo problemy w domu. Szczególne przeprosiny dla Agaty i Emilki, które z utęsknieniem czekały. Kocham Was!!!!!!!!!!!!!!
Angie <3