sobota, 10 maja 2014

Rozdział 7

Gdy doszłyśmy do Nialla on już na nas czekał.
- Masz pokój nr 15 i jesteś w nim z dwiema dziewczynami po 12 i 15 lat. Ogólnie mieszka tu 20 osób – 2 niemowlaki, 1 dziewczynka 6 lat, 3 osoby po 12 lat (dwóch chłopców i jedna dziewczyna), 5 po 15 – trzej chłopcy i dwie dziewczyny, 4 chłopców po 16 lat i 5 (dwie dziewczyny, trzech chłopców)  twoim wieku. Tu masz listę kiedy posiłki i ogólnie zasady. Nie powiem, troszkę ci współczuję. Błagam rozchmurz się trochę. Nie jest aż tak źle. Wreszcie nie tylko ty będziesz się cięła. Masz już jedną super koleżankę. – mówiąc to wziął na ręce Sophie. Wyglądali bardzo słodko, ale Niall za chwilę ją postawił, by wziąć moje torby. Pamięta, że nie mogę nosić ciężkich rzeczy. Właśnie przypomniało mi się, że w swoim monologu wspomniał o cięciu się.
- Wyjaśnisz mi w końcu o co chodzi z tymi pocięciem? Widzę na moim ciele ślady Niall, więc nie zmieniaj tematu. Mam prawo wiedzieć co robiłam kiedyś, jaka byłam, jak mnie traktowali. Chcę wiedzieć komu mogę ufać Niall. Cały czas mówisz o ludziach, którzy chcieli mi coś zrobić, albo się ze mnie śmiali. Chcę znać prawdę. –powiedziałam stanowczo, patrząc w jego piękne niebieskie oczy.
- Nie chciałem ci tego mówić, bo myślałem, że nie będziesz już ze mną rozmawiała. Kiedyś byłem w paczce najpopularniejszych osób w szkole. Trochę się z ciebie śmiali, ale oczywiście ja nie. Ale nie powstrzymałem ich też. Macocha cię biła, tata zapomniał, a brat też należał do paczki i nazwał cię dzi**ą.
Moje oczy zalały się łzami. Jak on mógł ukrywać przede mną, że mam brata, macochę i tatę. Najgorsze jest to, że nie mam pojęcia, czy on rzeczywiście się ze mnie nie śmiał. Na szczęście Sophie już dawno odeszła i nie słyszała ostatniego zdania.
- Możesz już iść do domu. Poradzę sobie. Spotkamy się w szkole, jeżeli będę w stanie przyjść.
Nie wiedziałam co mam robić, gdy on po prostu wyszedł i zostawił mnie samą. Nie próbował się tłumaczyć. Nie zapytał dlaczego powiedziałam „jeżeli będę w stanie przyjść”. Po prostu sobie wyszedł. Mimo, że miałam nie dźwigać ciężarów, wzięłam w rękę swoją torbę i ruszyłam do pokoju. Po paru krokach torba była dla mnie za ciężka, więc postawiłam ją na podłodze, usiadłam obok i czekałam. Siedziałam tam około 10 minut i ani razu nie przeszedł tędy nikt.Schowałam twarz między nogami i zaczęłam płakać, właśnie straciłam najlepszego przyjaciela, jedyną osobę, którą znałam. Postanowiłam wyjść do parku, jeżeli takowy się w pobliżu znajduje. Szłam przed siebie, patrząc na chodnik, nie przejmowałam się osamotnioną torbą na środku korytarza. Cały czas myślałam o Niallu. Nagle zderzyłam się z kimś, albo z czymś tak mocno, że upadłam i ta osoba (?) też. Otworzyłam oczy. Leżałam na chłopaku w moim wieku o pięknych zielonych hipnotyzujących oczach. Od razu przypomniały mi się Nialla – niebieskie jak ocean. Nie mogłam opanować łez, więc szybko wstałam z chłopaka, przeprosiłam i odeszłam. Usiadłam na pobliskiej ławce, gdzie łzy zaczęły lecieć strumieniami. Schowałam twarz w dłonie i dałam się ponieść emocjom.  Jakaś ciepła ręka pojawiła się na moich plecach. Spojrzałam w lewo, a tam siedział ten sam chłopak, na którego wpadłam. Przytulił mnie tak po prostu, a ja go nawet nie znałam.
- Jestem Harry. Powiesz mi co się stało? – spytał tak łagodnym głosem, że nie mogłam się oprzeć. Opowiedziałam mu całą historię. Mimo, że miał tyle tatuaży, był bardzo miłym człowiekiem. Gdy skończyłam przytulił mnie z całej siły, znowu.
- Ten Niall musiał być niezłym pajacem okłamując swoją przyjaciółkę. – powiedział i teraz on zaczął zapoznawać mnie ze swoim życiorysem. Dowiedziałam się, że będziemy chodzić do jednej szkoły, a nawet klasy. Jestem w 2d – przynajmniej tak przeczytałam na moim planie lekcji, który był w zeszycie. Rozmawialiśmy do późna wciąż siedząc na tej samej ławce. Dał mi swój numer telefonu na ręku, zapiszę go jak wrócę i jeżeli torba będzie cała, bo o ile pamiętam widziałam w niej komórkę. Harry zaproponował, że mnie odprowadzi, ale ja nie chciałam, bo jak jest się samemu lepiej się płacze. Na szczęście park jest blisko Domu Dziecka , więc doszłam w 5 minut. Gdy weszłam w holu nadal leżała moja torba i jeszcze walizka, a na niej kartka:
Angie
Postanowiłem, że przywiozę ci ją wcześniej, bo jutro nie będziesz chciała mnie widzieć. Niestety w domu były tylko twoje rzeczy, nic więcej nawet mebli. Myślę, że się przeprowadzili, bardzo mi przykro.
Niall <3
Nie przejmowałam się tym co napisał. Wzięłam do ręki tą kartkę i wyrzuciłam do kosza. Na szczęście walizka miała kółka, więc położyłam na niej moją torbę i pojechałam do pokoju. Zastałam w nim dwie śpiące dziewczyny. Najciszej jak mogłam podeszłam do mojego łóżka postawiłam obok torby i wyciągnęłam z nich piżamę i coś pod prysznic. Niall nie zapomniał o ręczniku i bieliźnie, za co byłam mu wdzięczna. Wyszłam z pokoju i skierowałam się do łazienki. Znalazłam ją po 10 minutach. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i nie susząc włosów wróciłam do pokoju. Spakowałam się na jutro, weszłam do łóżka i odpłynęłam do Krainy Morfeusza.************************************************************************
Mamy rozdział 7, jest trochę długi :). Informuję, iż zmieniłam bohaterkę Angie. Zobaczcie w poście BOHATEROWIE i zachęcam do obejrzenia zwiastuna nr 2 :)Angie <3

2 komentarze:

  1. Bardzo smutne,gratuluje wspaniałego blogusi :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś stworzona do pisania! To jest takie ciekawe. Wiesz, bohaterka przeżywa takie rozczulające chwile. No aż ryczeć się chce. Jak najszybciej dodaj następny rozdział, bo to jest strasznie wciągające. Teraz pytania: Czy dziewczyny zaakceptują 'nową'?' i 'Co z Niallem i Harrym?' będą krążyć mi po głowie. Bajo Xx

    OdpowiedzUsuń